Odsetek osób przerywających studia MBA to na polskim rynku edukacji menedżerskiej temat rzadko poruszany w oficjalnych materiałach promocyjnych. Uczelnie chętnie prezentują statystyki absolwentów i ich awansów, unikając przy tym danych o studentach, którzy zrezygnowali w trakcie trwania programu. Tymczasem analiza przyczyn przedwczesnego opuszczenia murów uczelni ma fundamentalne znaczenie dla każdego, kto zamierza zainwestować kilkadziesiąt tysięcy złotych oraz dwa lata weekendów w rozwój własnych kompetencji.
Wbrew obiegowym opiniom, powodem rezygnacji rzadko bywa wygórowany poziom akademicki czy trudności z zaliczeniem egzaminów. Praktyka pokazuje, że decyzja ta wynika zazwyczaj z nagłych przesunięć w karierze zawodowej, rozczarowania profilem grupy słuchaczy oraz błędnego oszacowania obciążeń pozauczelnianych.
Przerwanie nauki prawie nigdy nie jest impulsem. To wynik kumulacji napięć na linii praca-uczelnia-życie prywatne. Obserwacja losów menedżerów rezygnujących z programów MBA pozwala dostrzec powtarzające się scenariusze, które rzucają nowe światło na specyfikę tego typu kształcenia.
Jedną z częstszych przyczyn odejścia z programu jest zjawisko określane mianem paradoksu awansu. Wielu kandydatów traktuje podjęcie studiów MBA jako bezpośredni impuls do zmiany stanowiska lub wejścia do wyższej kadry zarządzającej. W realiach rynkowych nierzadko zdarza się, że cel ten zostaje zrealizowany zaskakująco szybko - już w trakcie pierwszych miesięcy nauki.
Pojawienie się nowej odpowiedzialności, wejście do zarządu czy przejęcie zarządzania nowym rynkiem oznacza gwałtowny wzrost obowiązków. Doba menedżera ulega skróceniu, a wygospodarowanie czasu na dwudniowe zjazdy co dwa tygodnie oraz przygotowywanie projektów w tygodniu roboczym przestaje być realne. W takich okolicznościach rezygnacja z dyplomu nie oznacza niepowodzenia - jest po prostu pragmatycznym wyborem dyktowanym przez realizację pierwotnego celu biznesowego wcześniej, niż zakładał harmonogram studiów.
Istotną wartością studiów menedżerskich pozostaje środowisko słuchaczy oraz jakość kontaktów nawiązywanych na sali wykładowej. Kandydaci decydujący się na kosztowne programy liczą na wymianę doświadczeń z osobami o porównywalnym lub wyższym poziomie decyzyjności. Rynek rekrutacji na studia bywa jednak niejednorodny.
Jeśli doświadczony dyrektor operacyjny z korporacji trafia do grupy, w której większość stanowią specjaliści średniego szczebla z kilkuletnim stażem, pojawia się asymetria merytoryczna. Brak przestrzeni do debaty o problemach strategicznych z perspektywy zarządczej dewaluuje wartość programu w oczach doświadczonego menedżera. Część osób dochodzi wówczas do wniosku, że dalsza obecność na zjazdach przynosi zbyt mały zwrot z zainwestowanego czasu i świadomie decyduje się na zamknięcie tego rozdziału.
Kalkulacje przed rozpoczęciem nauki opierają się zazwyczaj na zestawieniu czesnego z prognozowanym wzrostem wynagrodzenia. Prawdziwe trudności pojawiają się jednak w sferze, której nie obejmują tabele budżetowe - w sferze wydolności osobistej i relacji rodzinnych.
Zdecydowana większość programów MBA w Polsce funkcjonuje w trybie weekendowym. W praktyce oznacza to nałożenie intensywnej, często ponad 50-godzinnej pracy tygodniowej na dwa pełne dni intensywnych zajęć sobota-niedziela. Do tego dochodzą zadania zespołowe, analizy przypadków i przygotowania do modułów, które wymagają dodatkowych godzin w ciągu tygodnia.
Taki rytm utrzymywany przez półtora roku lub dwa lata wyczerpuje rezerwy energetyczne. Gdy w grę wchodzą małe dzieci, plany osobiste lub sytuacje losowe, obciążenie to staje się źródłem stałego napięcia domowego. W sytuacjach skrajnych, gdy konieczne jest dokonanie wyboru między stabilnością relacji prywatnych a kontynuacją nauki, decyzja o odejściu ze studiów okazuje się jedynym racjonalnym rozwiązaniem problemu przeciążenia.
Dynamika rezygnacji ze studiów w Polsce różni się od wskaźników widocznych na uczelniach w Europie Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych. W tamtych ekosystemach wciąż silną pozycję mają programy dzienne, w których uczestnik całkowicie zawiesza aktywność zawodową na 12 lub 24 miesiące. Poziom rezygnacji na studiach stacjonarnych jest znikomy - student funkcjonuje w odizolowanym środowisku akademickim, a jego uwaga skupia się wyłącznie na programie.
W warunkach polskich, gdzie dominuje model łączący naukę z etatem, margines błędu jest znacznie mniejszy. Każde zakłócenie w macierzystej firmie - restrukturyzacja, przejęcie, wdrożenie nowego systemu ERP czy kryzys operacyjny - natychmiast drenuje czas dedykowany na studia. Gdy menedżer musi wybierać między doraźną odpowiedzialnością za wynik spółki a obecnością na wykładzie, priorytet biznesowy zazwyczaj wygrywa.
Wycofanie się ze studiów nie powinno być automatycznie stygmatyzowane. W realiach biznesowych umiejętność ucięcia strat bywa wyrazem dojrzałości strategicznej. Zdarzają się sytuacje, w których poziom merytoryczny wykładów, dobór kadry trenerskiej czy organizacja programu drastycznie odbiegają od deklaracji składanych na etapie rekrutacji. Tkwienie w procesie tylko ze względu na poniesione już koszty finansowe - klasyczny syndrom kosztów utopionych - jest z punktu widzenia efektywności błędem.
Zminimalizowanie prawdopodobieństwa takiego scenariusza wymaga od kandydatów rzetelnej weryfikacji oferty jeszcze przed podpisaniem umowy. Standardem powinno być żądanie szczegółowych informacji o medianie wieku i średnim stażu menedżerskim słuchaczy z ostatnich dwóch roczników, jak również rygorystyczna ocena własnego kalendarza na kolejne 24 miesiące, uwzględniająca nie tylko godziny spędzone na uczelni, ale także realny bufor na regenerację i pracę własną.
Programy MBA pozostają jednym z najbardziej sformalizowanych sposobów poszerzania wiedzy biznesowej, jednak ich efektywność zależy od parametrów wyjściowych kandydata. Studia te sprawdzają się najlepiej u menedżerów o ugruntowanej pozycji, funkcjonujących w przewidywalnym otoczeniu organizacyjnym, którzy mogą liczyć na stabilne zaplecze osobiste oraz pełną aprobatę pracodawcy.
Zupełnie inaczej bilans wygląda w przypadku osób stojących w obliczu poważnych transformacji życiowych, takich jak wejście w fazę budowy startupu, planowanie powiększenia rodziny czy objęcie stanowiska wymagającego głębokiej restrukturyzacji podległego działu. W takich okolicznościach studia przestają być katalizatorem rozwoju, a stają się kolejnym źródłem deficytu czasu. Warto zadać sobie pytanie, czy aktualna faza kariery pozwala na to, by program MBA stał się priorytetem, czy też konieczność godzenia zbyt wielu frontów doprowadzi jedynie do przedwczesnego rozstania z uczelnią.
Brak komentarzy...
Regulamin | Klauzula informacyjna | copyright © MBA Portal 2007-2012 & MBA Portal Sp. z o.o. 2013-2020
powered by bluebirdPortal.Net